Imię: Aiyunell
Nazwisko: Irienne
Wiek: około 177 lat
Rasa: jasna elfka
Płeć: kobieta
Profesja: najemniczka
Wygląd: Ktoś, kiedyś, gdzieś
określił ją zadeptanym kwiatem, co zaskakująco dobrze okazało się
oddawać jej faktyczny wygląd. Kolor włosów ma bladoróżowy, ale za to są
one wiecznie przybrudzone, długie do tego, posplątywane i dość
samowolne. Twarz delikatna, dziecięca wręcz poznaczona jest bliznami i
zaniedbaniem. Oczy w pięknym, nieczęsto spotykanym wśród elfów odcieniu
bursztynu spoglądają wzrokiem zmęczonym, zgaszonym. Najgorsze są usta.
Gdyby ktoś, kiedyś, gdzieś zapragnął poszerzyć je ze strony jednej,
rozciął nieco, ale przestał, a rana zagoić się zdołała, pozostawiłaby po
sobie bliznę. Taką to bliznę właśnie ma Aiyunell po lewej stronie ust -
niewielką wprawdzie, ledwie kilku centymetrów sięgającą.
Dlatego właśnie nosi na sobie ciągle - poza skórzniami niespecjalnie
barwionymi (zaryzykować by można stwierdzenie, że widać na nich
avadońskie zdobienia) i tunikami ładnymi, ale trzeciej młodości - chusty
i szale wszelkie, z uporem oplątując się nimi szczelnie i zasłaniając
usta. Nosi też ze sobą niewielką torbę podróżną ukośnie na ramieniu
zawieszoną. Nigdy niemal nie zdejmuje rękawic. Sztyletów ma przy sobie
ponoć więcej niż pięć sztuk, choć widoczne są tylko dwa.
Charakter: W codziennym obyciu jest
miłą, cichą, pomocną dziewczyną, która jednak niewiele się uśmiecha,
oszczędnie wypowiada i stroni od towarzystwa. Wpada w lekką panikę
pozostając bez schronienia na otwartej przestrzeni. Zdecydowanie
swobodniej czuje się w pobliżu budynków, w alejkach, ostatecznie na
terenach leśnych. Zazwyczaj spędza dni na leniwym snuciu się po ulicach
miast, ewentualnie niespiesznym wykonywaniu zleceń, które akurat
postanowiła przyjąć. A na ilość owych nie narzeka.
Jest raczej samotniczką (chociaż niekoniecznie z wyboru), więc o
sposobie w jaki walczy opowiedzieć mogłyby właściwie tylko te istoty,
które miała zabić. Bardzo niewiele z nich pozostaje jeszcze przy życiu.
Wiadomo więc, że robi użytek z noży trochę taneczny, trochę chaotyczny.
Tnie przy tym tak zaciekle i uparcie, jak gdyby mścić się za coś
chciała. Nigdy nie jest okrutna, ale też wydaje się nie znać litości.
Historia (fragment): Pamiętnego dnia słońce
świeciło jak zwykle, morze falowało jak to miało w zwyczaju. Świat żył,
czas upływał. Czego innego się spodziewać? Pamiętne dni są pojęciem
względnym, a zazwyczaj też bardzo prywatnym. Bo i cóż pamiętnego w dniu,
który ledwie kilka z setek tysięcy istot na świecie pamięta?
Zatem dzień osobisty pamiętny trwał jak to zwykle ma w zwyczaju w Heine,
w kilka dni przed świątecznym festynem. Miasto już teraz pełne było
przyjezdnych, a to przecież nie wszyscy jeszcze. Koczowano oczywiście na
ulicach i na plażach za miastem. Wszyscy mieszkańcy pomagali jak tylko
potrafili.
Młodziutka Aiyunell pomagała w sobie właściwy sposób, czyli wylegiwaniem
się na gondoli. Czekała na siostrę, tak właśnie. Czy mógłby istnieć
inny powód, by w pełni sił i zdrowia elfka ignorowała prośby o
przeniesienie, podniesienie, ustawienie, pilnowanie, doradzenie...? Na
pewno nie wrodzone lenistwo. Czekała przecież na siostrę. To bardzo
ważne. Siostra, gdy przyjdzie, powinna zastać ją czekającą, nie
zaangażowaną w cokolwiek innego. No... w przymierzanie tych sukienek co
to widziała na jednym z wozów by się zaangażować mogła...
- Ai leniu śmierdzący, nierobie błogosławiony, wylegiwaczu zawodowy...!! - tu autorce słyszalnego na cały rynek krzyku skończyły się chyba pomysły na dalsze epitety - Ruszże ten swój kościsty tyłek!
Wzywana powoli - a jakże - spojrzała na stojącą kawałek wyżej, na murze,
siostrę i z uznaniem stwierdziła, że jest ona naprawdę wściekła. Ale na
co by mogła...?
- Juuuż... - zwlokła się z
gondoli z entuzjazmem, jak na nią, dość dużym. Stanęła ostrożnie i już
miała sięgnąć nogą do kamiennych schodków, gdy absolutnie najzupełniej
przypadkowy podmuch wiatru wytrącił ją z równowagi. I tak runęła w wodę.
Siostra przynajmniej miała uciechę. To dobrze, bo przemoczona zupełnie Aiyunell kipiała znacznie gorszym nastrojem.
- A niech cię... aligator pożre. - mruknęła starając się wyżąć ubranie na tyle przynajmniej, by nie prześwitywać bielizną.
- Dobrze wiesz, że to niemożliwe. - odparła wesoło sprawczyni kąpieli. - Zamrożę takiego jeśli spróbuje. A teraz chodź. Załatwiłam ci trochę pracy.
- Ale ja... - protesty nie miały
szans. Siostra pociągnęła ją za sobą bez cienia litości. Nie zważała na
prośby, narzekania, szamotanie. Doprowadziła tak Ai aż do...
- Proszę pana..! Przyprowadziłam ją. Mam nadzieję, że się sprawi.
- ... tego magicznego wozu pełnego sukienek oraz jego właściciela,
wcale przystojnego człowieka w średnim wieku. Kochana siostra! - No, Ai. Masz się starać. Może dostaniesz którąś w prezencie.
- A siostra gdzie...?
Troskliwe dłonie odwróciły ją i wepchnęły w stos jedwabnych strojów. - Ja idę na wyspy, poszukać rozgwiazd. Wiesz przecież jak przyjezdni je uwielbiają. - Aiyunell dopiero teraz zauważyła, że siostra ma przy sobie różdżkę. - Zobaczymy się później.
I zniknęła. Ai nawet nie poświęciła temu wiele uwagi. Zakopała się z
lubością w stosie cudów krawiectwa i porządkowała, układała,
segregowała, próbowała nie przymierzać...
Minął jej tak cały prawie dzień. Gdy wreszcie zmęczona, szczęśliwa i z
naręczem nowych sukienek wróciła do swojego maleńkiego mieszkania
siostry wciąż nie było. Natychmiast postanowiła wyjść jej naprzeciw. Bo
jeszcze znowu dostanie burę, że nic nie robi...
Tego wieczoru straż miejska przeżyła chwile zgrozy. Zdarzało się to już
oczywiście wielokrotnie w przeszłości, ale ten przypadek był szczególny.
Przyszedł niedługo przed zachodem słońca. Ociekający krwią, spod której
prześwitywały spore, lodowe oparzenia. Olbrzymi Krokian ciągnął za sobą
bezwładne ciało elfki. Zaciskał pazury na jej twarzy, co zapewne miało
ją wcześniej uciszyć, ale teraz powodowało jedynie nieprzerwany krwotok.
Trzeba było dziesięciu zbrojnych by powalić stwora. Kolejnych pięciu
wymagało odciągnięcie go sprzed miejskich bram. Tygodnia było trzeba, by
wyleczyć obrażenia elfki. Trzech kolejnych festynów minięcia, by na
dobre wróciła do sił. Kilku kolejnych lat, by zupełnie zapomniano o
zdarzeniu.
Aiyunell nie zapomniała o swoim pamiętnym dniu.
Wtedy straciła siostrę, szacunek do samej siebie i niemal życie. Do tej pory nie jest pewna co do tego ostatniego.
Dodatkowe informacje: ...