W porannym wietrze płomyk świecy ani grzał, ani oświetlał. Nie miał możliwości wygrać z wszechogarniającym światłem słonecznym, a wiosenne podmuchy niosły ze sobą więcej znacznie ciepła. Stawał do nierównej walki drgając od strachu, gnąc się pod potęgą przeciwności.
Mimo wszystko jednak nie ustępował.
Spóźniona! Panienka Amireia spóźniona - na apel, na śniadanie, na obchód! To się jeszcze nigdy dotąd nie zdarzyło. Szmatek biegł co sił w nogach. Kapitan Straży bardzo dosadnymi kopniakami wyraził swoje niezadowolenie z całej sytuacji. Bezczelną dziewczynę należało obudzić - bo zaspała najpewniej - powiadomić o czekających karach i wysłać na patrol. Obowiązki takie naturalnie spadały na służbę. Szmatek był tym bardzo zamartwiony, bo i burę dostał za nie swoje czyny, i biegać musiał po budynku niczym pies myśliwski. Co to się panience stało, że tyle problemu sprawia...
Zdyszany wielce wyhamował przed właściwymi drzwiami, postukał trzy razy, poczekał. Cisza. Nikt nie raczył odpowiedzieć. Śpi dziewczyna może? Jeśli tak, to niezły ma tupet. Postukał dalej raz i drugi. Wreszcie odwagi nabrał wraz z solidniejszą porcją powietrza, klamkę złapał i wkroczył do pokoju.
Oż na złote zęby wujka Kerholda! Pusto!
Panienki Amirei nigdzie się dojrzeć nie dało - w przeciwieństwie do jej pełnego wyposażenia, które tkwiło pieczołowicie poukładane na łóżku. Brakowało jedynie przedmiotów osobistych - no i ich właścicielki oczywiście. Samotna, zapalona wciąż świeca ozdabiała stolik tuż przy otwartym szeroko oknie. Gdy Szmatek podszedł bliżej ukazała mu się rozłożona, pergaminowa karta z oficjalnymi oznaczeniami Gwardii Cesarskiej. Szczęściem nauczony został Szmatek czytać, oczy więc jego bezwiednie podążyły za tekstem.
"Niniejszym dokumentem wspomożona zrzekam się oto praw i przywilejów danych mi przez Cesarza dla służby w Gwardii oraz innych oddziałach zbrojnych zamieszkujących Aden. Uprawniona paragrafem dwudziestym trzecim prawa oficerskiego rezygnuję ze służby wraz z nałożonymi na nią obowiązkami i zobowiązaniami. Jednocześnie deklaruję zgodę na wieczny zakaz wstępu za mury Aden oraz, w pokorze i wstydzie, przyjmuję inne, określone wymienionym wcześniej prawem, konsekwencje swojego czynu.
Z poważaniem, Amireia Immerle."
Samotna świeca, otoczona stopionym woskiem, pełniła rolę pieczęci pod dokumentem. Swoim nieustraszonym trwaniem, choć pozornie prostym do zgaszenia, formowała płomienny pakt z przeznaczeniem.
Oto był początek drogi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz