niedziela, 11 listopada 2012

Przytulanka

Słońce szczodrze oświetlało zapędzone Giran. Jego promienie były chyba jedynym elementem miasta, który do nikogo nie należał i którego nikt tu nie próbował sprzedać.
Przechadzała się Setria leniwie - tak jak to miała w zwyczaju - przysłuchując się pilnie dyskusjom i sprzeczkom. Może złapie robótkę jaką, nie za trudną a płatną dobrze? Och jak by chciała... Nie obfitowała w adenę odkąd wygrana w zakładzie z tym naiwnym krasnoludem rozpierzchła się gdzieś między obiadkami i nowymi sukienkami.
Tu, na rynku, handel wyprowadzano do wyżyn nieosiągalnych gdziekolwiek indziej na ziemiach cesarstwa. Zbroje całe ze złota? Żaden problem! Tunika, w którą ledwie wczoraj pocił się cesarz? Unikalna, nakład dziesięć sztuk! Przenikany w ciągu ostatnich dziesięciu lat magią lasów drewniany miecz? Tylko nie za tanio, wszak to patyk niepowtarzalny!
Pośrodku całego tego tłumu ras, intencji i zamożności wszelkich przystanęła Setria na widok matki z małym chłopcem u boku. Chłopiec płakał przejmująco, a rodzicielka jego, pani wyraźnie zamożna i do czułości niewprawiona, rozpaczliwie szukała pomocy.
- Ty tam, elfka! Szukasz pracy jakiej?
Setria podeszła żwawo, ukłoniła się i z profesjonalnym uśmiechem zapytała w czym problem. Pierwszy, w przerwach między rozpaczaniem, odezwał się dzieciak. - Mój... Mój pluszowy lis!! Porwany...!!!
- Bo widzisz. - kontynuowała zamożna pani wyraźnie ignorując wszelką możliwość traktowania Setrii jako równej sobie. - Mały bawił się przy jeziorze za bramą, aż jakiś keltir wyskoczył na niego i zabrał mu pluszaka. Odzyskasz mi go, to zapłacę. Chociaż nie wiem właściwie czemu powinnam... - tu spojrzała gniewnie na obraz smutku i żałości u jej boku.
- Oczywiście, to dla mnie żaden kłopot. Proszę tu zaczekać, powinnam wrócić dość prędko. - wyprodukowała profesjonalną formułkę i rzuciła się biegiem ku katedrze, byle dalej od ryku chłopca.
Za bramą skręciła w lewo i wspięła się na wzgórze. Dobrze pamiętała gdzie okoliczne keltiry mają swoje nory. Nie było ich wiele w tym roku, toteż problemu z odnalezieniem sprawcy być nie powinno.
Wybrała pierwszą dziurę w ziemi jaką zobaczyła u stóp wzniesienia. Zakląwszy cicho na swój parszywy los padła plackiem na trawę i, starając się być jak najciszej, wetknęła głowę w otwór. Oczy w kilka sekund dostosowały się do ciemności tak, że widziała wszystko bez żadnego problemu.
W środku, zwinięta w kłębek, leżała niemłoda samica. Obok niej, niczym mały keltirek, pluszak przeżywał najwspanialsze chwile życia - trącany delikatnie w nos, przygłaskiwany pyskiem, grzany ciepłem bliskości drugiego podobnego stworzenia. Obrazek doprawdy sielski, choć również smutnawy nieco.
Setria patrzyła tak chwilę bezmyślnie, aż przytomność umysłu stuknęła ją w głowę. Sięgnęła prędkim ruchem, złapała pluszaka i wygramoliła swój przód z norki. Keltirza samiczka wypadła za nią z czymś w rodzaju paniki, szczekając zawzięcie i strosząc sierść. Na próżno. Setria miała już w drugiej dłoni podręczną różdżkę, której kilkoma prędkimi ruchami posłała kulę ognia w pobliski krzew. Taki straszak na zwierzęta rzadko zawodził - samica dała susa spowrotem w norkę. Wystawiła tylko nos i warczała groźnie, choć bezskutecznie, za odchodzącą w dal elfką.
Zamożna pani, niecierpliwiąc się wyraźnie, stała z dzieckiem wciąż w tym samym miejscu. Na widok mrocznej mruknęła coś typowo niewesołego i zajęła się szukaniem sakiewki w torbie. Chłopiec tymczasem porwał w ramiona swoją zabawkę, przyjrzał się jej i... cisnął nią o ziemię.
- On jest wilgotny! I brudny! I dziurawy!
Jego mamusię takie zachowanie wyłącznie zirytowało.
- No co ty nie powiesz. Myślałeś, że dostaniesz nowego jak ze sklepu?
Dzieciak popatrzył bezczelnie na oniemiałą Setrię. - Ja go nie chcę!
- Ale... - wydusiła wreszcie. - ... to przecież twój lisek.
- Ja go już nie chcę!! - wydarł się i powrócił do ulubionej czynności, czyli głośnego płaczu.
Jego mamusia prychnęła i postarała się uśmiechnąć przepraszająco.
- W takim razie nie mogę ci zapłacić, sama rozumiesz.
- Ani trochę. - odparła Setria.
- Chodź. - tu mamuśka brutalnie złapała bachora za nadgarstek. - Kupię ci nowego tylko nie drzyj się już...
Poszli. Porzucony pluszak leżał sobie na bruku nie mając pojęcia zapewne co takiego się z nim właściwie dzieje. Żywa masa tłumu wyczuła chyba zwolnioną właśnie przestrzeń i zaczęła pochłanianie.
Setria kucnęła, wzięła liska na ramiona. Poczuła ukłucie w sercu.
- Lepiej ci było z mamą, co? - mruknęła mu do ucha. Dawno już nie miała do czynienia z pluszakami, a tak je przecież kiedyś uwielbiała. Kiedyś, kiedy jeszcze miała na świecie kogoś, kto kupował jej prezenty marzyła, że kiedyś nazbiera sobie takich cały zwierzyniec. A teraz? Teraz była sama, miewała spore ilości pieniędzy. Marzenia jednak nigdy nawet nie spróbowała spełnić.
Życie to chyba taka straszna poczwara, co to żywi się dziećmi, a wydala zgorzkniałych dorosłych o pustym sercu.
Nawyprzytula się w liska przez resztę dnia, a potem odniesie go do mamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz