niedziela, 21 października 2012

O tym, co lśni

Miecze lśnią. Zbroje lśnią. Ten blask właśnie stanowi o ich majestacie i potędze. Przeklęty kto blask krwią zakryje, kto miecz w brudzie unurza. Stal ta cała nie do walki służy, nie do obrony. Nie po to jest rycerstwo, by starciami bolesnymi majestat swój kalać. Nie po to zdobienia drogocenne, klejnoty wyszukane zdobią hełmy, napierśniki, rękojeści. Dla piękna jest rycerstwo, dla spojrzeń dzieci podnieconych, niewiast skrywanych westchnień, wzniosłej pamięci starszych. Dla niesienia ciałami swymi promieni Słońca, by blaskiem światłość Cesarza i cesarstwa szerzyć.
- Kto więc walczyć ma? - zapytała ponad wycelowanym w jej gardło ostrzem, świdrując wzrokiem twarz Kapitana Straży Stolicy Cesarstwa Świętego Aden, Sternga von Palliantre. Klęczała w pełnej zbroi na środku rynku, trzymając za plecami młodego chłopaka, powód całego zamieszania. Miecz jej dalej leżał, wytrącony z uścisku. Rozcięcie pod okiem właśnie rozpędzało się w bólu.
- Od wojen jest wojsko panno Ilmare. A kiedy wojsko walczy ktoś inny musi dbać o obywateli, zapewniać poczucie bezpieczeństwa. - pogardliwy uśmiech rozszerzył jego i tak nazbyt szerokie usta. - Oczywiście ty nie masz pojęcia o takich subtelnościach. Nie każdy ma odpowiednie pochodzenie, by zostać rycerzem.
Otworzyła szerzej oczy. Nie wzburzała się w niej krew, okrzyki nie cisnęły na gardło. Serce jedynie zapamiętywało każdy raz, kiedy ktokolwiek śmiał obrazić rodzinę Ilmare. Ten człowiek więc, ironicznie, dość często gościł w jej sercu.
Odsunął ostrze, wyraźnie pełen satysfakcji z rezultatu tej małej sprzeczki. Wystarczającym już upokorzeniem była konieczność dobywania miecza dla tej niesfornej pannicy, co to ma czelność sięgać po rycerskie zaszczyty. Tolerował ją jedynie przez okazywaną wciąż naiwną pracowitość. Któż nie lubił gdy biegała z dokumentami, pilnowała terminów, załatwiała wszelkie irytujące formalności? Dobrze było mieć służącą tylko dla siebie.
Amireia wstała. Nie było wyrazu w jej pustym spojrzeniu. Nawet iskra wahania czy też innych emocji nie dała się poznać po idealnie wyuczonych ruchach, gdy ukłoniła się kapitanowi dziękując za pouczenie - zgodnie z tradycją. Podeszła do swego miecza, podniosła go i zatknęła u pasa. Nikły uśmiech przemknął jej przez oblicze, gdy przystanęła obok dzieciaka, któremu miała wcześniej nadzieję rozweselić popołudnie.
- Nie masz co szukać tutaj pomocy. Rycerstwo nie istnieje by walczyć o spokój - ani twoich rodziców, ani kogokolwiek innego. Nie kalaj więcej majestatu straży cesarskiej swoimi zachciankami.
Szlifowane na treningach słowa wylały się z łatwością. Dopełniła obowiązków, zachowała się jak przystało na Obrończynię Cesarskiego Blasku. A kiedy skierowała kroki do kwater wiedziała już co zamierza zrobić ze swoim życiem w najbliższej przyszłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz